sobota, 13 października 2012

Rozdział I.


Przestraszona biegła ile sił w nogach. Nie zważała na to gdzie biegnie. Liczyło się tylko to czy zdąży dobiec na czas. To nie były zawody. Nie mogła odpocząć, ani nie dostała za ten medalu. W myśli powtarzała sobie, że jest silna i że jakoś da radę. Nie wiadomo ile miał jeszcze czasu, a ona miała mu tyle do powiedzenia. Wkońcu dotarła na miejsce. Zdyszana wbiegła do szpitala. Zapytała pielęgniarki gdzie leży James. Dotarła na sale. Była przerażona. Nigdy nie widziała go w takim stanie. Serce biło jej jak dzwon. Usiadła obok jego łóżka. Był nieprzytomny. Z jej oczu wypływały łzy. Jak można się domyślić nie były to łzy szczęścia.
-Nawet nie wiesz ile mam Ci do powiedzenia.-zaczęła mówić.
Miała nadzieję, że James ją słyszy.
-Gdy dowiedziałam się o tym co się stało, od razu tu przybiegłam. Nie było istotne ile kilometrów mam przebyć. Ty nawet nie zdajesz sobie sprawy ile możesz znaczyć dla jednej osoby… Nie możesz mnie tak zostawić, rozumiesz?! Czytałam kiedyś, że prawdziwa tęsknota powoduje, że człowiek nie umie normalnie funkcjonować.
W tej chwili do sali weszła wysokiego wzrostu pielęgniarka.
-Kochanie, nie możesz już tu być. James potrzebuje spokoju.
Dziewczyna wyszła z sali, w której leżał jej chłopak, ale przed tym szepnęła mu do ucha ”jeszcze tu wrócę”. Była już późna godzina. Postanowiła wrócić do domu. Tata czekał na nią zdenerwowany.
-Gdzie ty tyle byłaś? -zapytał nie zauważając, że coś jest nie tak.
Nagle zobaczył wyraz na twarzy córki i łzy. Od razu zmienił ton. Przytulił ją i rzekł:
-Skarbie, chcesz porozmawiać?
-Nie mam ochoty na pogaduszki. James miał wypadek, tato!
Ojciec zdziwiony nie mógł wydusić z siebie słowa.
-Co ty mówisz?! Jak to się stało?!
-Nie znam szczegółów. Idę do siebie, na górę-próbowała schować twarz, aby nie widział jej łez. Uważała, że pomyślałby, że jest słaba. A to wcale nie tak. Ojciec znał ją jak nikt inny. Matki nie miała. Zginęła. W taki sam sposób w jaki chłopak był teraz w tym okropnym miejscu, który ludzie nazywali szpitalem. Dziewczyna uciekła do swojego pokoju. Trzasnęła drzwiami i rzuciła się na łóżko. Zapłakała całą poduszkę. Wkońcu zasnęła z nadzieją, że jutro będzie lepiej.

1 komentarz: