niedziela, 14 października 2012

Rozdział II


Wstała około godziny 5. Spała około 4 godziny. Była wykończona. Aby znowu nie spóźnić się do szkoły, gdy tylko się obudziła ubrała się i uczesała. Nie musiała się malować. Była piękna taka jaka była. A była naturalna. Nie lubiła „umalowanych laluń”. Nie wypowiadała się o nich. W nocy miała sen. Dziwny, nawet bardzo. James był zdrowy, wyglądał i zachowywał się jak zawsze. Ubrany był w elegancki garnitur. Oktawia wyglądała pięknie. Była w zjawiskowej białej sukni, we włosach miała kwiat. Było widać, że oboje byli bardzo szczęśliwi. Trzymali się za ręce. To wszystko było za piękne, aby było prawdziwe. Gdy już mieli się pocałować, Oktawia obudziła się. Długo myślała o tym śnie. Chciała tego. Przed szkołą poszła jeszcze odwiedzić Jamesa. Jego stan się polepszył. Dziewczyna ucieszona poszła do szkoły razem ze swoją przyjaciółką, Oliwią.
-Jak się czuje?
-Już jest lepiej. Ale było naprawdę źle. Nie umiałabyś sobie wyobrazić jak ja się bałam.
-Cieszę się, że lepiej. Rzeczywiście, masz rację. Nie umiałabym.
-Oliwka?
-Tak mam na imię.
-Czy sny się spełniają?
-Podobno spełniają się, te których nie pamiętamy, ale wszystko jest możliwe. Co ci się śniło?
-Miałam piękny sen, ale to raczej niemożliwe.
-Niech zgadnę, był związany z Jamesem, prawda?
-Zgadłaś, 100 punktów za inteligencję, Oliwka.-uśmiechnęła się.
Dziewczyna zaśmiała się cichutko.
-Pewnie w tym śnie się z nim ożeniłaś.-zaśmiała się znowu.
-Skąd to wiesz?
-Przecież umiem czytać ci w myślach, już nie pamiętasz?
-Ja pytam poważnie.
-A ja poważnie odpowiadam.-uśmiechnęła się.
-No dobra, już nie ważne. Tak, w śnie się z nim ożeniłam.
-I żyliście długo i szczęśliwie, bla bla bla.
-Masz coś przeciwko?- zaśmiała się.
-Nie, nie. Życzę wam jak najlepiej, przecież wiesz. Ale będę świadkową, prawda?
-Najpierw to chodźmy na polski, bo się spóźnimy.
-No dobrze. Po szkole idziesz do szpitala?
-Tak.
-Mogę iść z tobą?
-Oczywiście, że możesz.
-Dzięki.
-To ja dziękuję. Za wszystko, a zarazem za nic. Dziękuję, że jesteś.
-Zawstydzasz mnie.-uśmiechnęła się i przytuliła Oktawię.
Obie weszły do ciemnego, ponurego budynku i ruszyły w stronę klasy.
Po siedmiu lekcjach kontynuowały swoją rozmowę.
Doszły do szpitala. Oliwia nie była jeszcze gotowa na wejście.
-Ja wejdę później, poczekam tutaj.-powiedziała.
Oktawia ruszyła do swojego chłopaka i zobaczyła, że się obudził.
Wbiegła na sale i go przytuliła.
-Hej Oktawka.-uśmiechnął się.
-Cześć James. Jak się czujesz?
-Już lepiej, ale nic nie pamiętam. Wiesz może jak to się stało?
-Podobno wpadłeś w poślizg.
-Wiesz co? Jedyne co pamiętam z mojego życia to ty.
-Nic poza mną nie pamiętasz?
-Zupełnie nic. Jesteś tą jedyną. Wiesz, że śnił mi się dzisiaj nasz ślub?
Dziewczyna nie mogła uwierzyć. Czy to możliwe, żeby mieli ten sam sen?
-To dziwne… Śniło mi się to samo…
-Widocznie, jesteśmy dla siebie stworzeni-roześmiał się i pocałował w policzek.
-Też tak myślę.
Oboje się roześmiali. W tym samym czasie Oliwia stała pod szpitalem i rozmyślała.
Nagle wpadł na nią jakiś chłopak.
-Uważaj gdzie idziesz, kolego.
-Przepraszam. Naprawdę, to nie było specjalnie.
-Dobrze dobrze.
Przypatrzyła się chłopakowi. Miał duże, niebieskie oczy, na które spadała urocza grzywka. Miał bardzo męski głos.
-Jestem Dawid, miło mi.
-Cześć, Oliwia.-podała mu rękę.
Uścisnął jej dłoń i uśmiechnął się.
-Co taka ładna dziewczyna robi w tym okropnym miejscu?
-Czeka na przyjaciółkę, która odwiedza chłopaka.
-Może pójdziemy do niej?
-Możemy iść. Miałam iść wcześniej, ale bałam się. Mam uraz z dzieciństwa związany z tym miejscem.
-Opowiesz mi innym razem. Nie bój się, nie jesteś sama.-złapał ją za rękę i wprowadził do budynku. Razem ruszyli do sali Jamesa. Oktawia była zdziwiona widokiem chłopaka.
-Hej, jestem Dawid, kolega Oliwii.-przedstawił się.
Oliwia uśmiechnęła się, a James i Oktawia wymienili się spojrzeniami.
-Usiądźcie.-powiedziała miło.


*****



sobota, 13 października 2012

Rozdział I.


Przestraszona biegła ile sił w nogach. Nie zważała na to gdzie biegnie. Liczyło się tylko to czy zdąży dobiec na czas. To nie były zawody. Nie mogła odpocząć, ani nie dostała za ten medalu. W myśli powtarzała sobie, że jest silna i że jakoś da radę. Nie wiadomo ile miał jeszcze czasu, a ona miała mu tyle do powiedzenia. Wkońcu dotarła na miejsce. Zdyszana wbiegła do szpitala. Zapytała pielęgniarki gdzie leży James. Dotarła na sale. Była przerażona. Nigdy nie widziała go w takim stanie. Serce biło jej jak dzwon. Usiadła obok jego łóżka. Był nieprzytomny. Z jej oczu wypływały łzy. Jak można się domyślić nie były to łzy szczęścia.
-Nawet nie wiesz ile mam Ci do powiedzenia.-zaczęła mówić.
Miała nadzieję, że James ją słyszy.
-Gdy dowiedziałam się o tym co się stało, od razu tu przybiegłam. Nie było istotne ile kilometrów mam przebyć. Ty nawet nie zdajesz sobie sprawy ile możesz znaczyć dla jednej osoby… Nie możesz mnie tak zostawić, rozumiesz?! Czytałam kiedyś, że prawdziwa tęsknota powoduje, że człowiek nie umie normalnie funkcjonować.
W tej chwili do sali weszła wysokiego wzrostu pielęgniarka.
-Kochanie, nie możesz już tu być. James potrzebuje spokoju.
Dziewczyna wyszła z sali, w której leżał jej chłopak, ale przed tym szepnęła mu do ucha ”jeszcze tu wrócę”. Była już późna godzina. Postanowiła wrócić do domu. Tata czekał na nią zdenerwowany.
-Gdzie ty tyle byłaś? -zapytał nie zauważając, że coś jest nie tak.
Nagle zobaczył wyraz na twarzy córki i łzy. Od razu zmienił ton. Przytulił ją i rzekł:
-Skarbie, chcesz porozmawiać?
-Nie mam ochoty na pogaduszki. James miał wypadek, tato!
Ojciec zdziwiony nie mógł wydusić z siebie słowa.
-Co ty mówisz?! Jak to się stało?!
-Nie znam szczegółów. Idę do siebie, na górę-próbowała schować twarz, aby nie widział jej łez. Uważała, że pomyślałby, że jest słaba. A to wcale nie tak. Ojciec znał ją jak nikt inny. Matki nie miała. Zginęła. W taki sam sposób w jaki chłopak był teraz w tym okropnym miejscu, który ludzie nazywali szpitalem. Dziewczyna uciekła do swojego pokoju. Trzasnęła drzwiami i rzuciła się na łóżko. Zapłakała całą poduszkę. Wkońcu zasnęła z nadzieją, że jutro będzie lepiej.